Żeby również nauczył |
|
Żeby również nauczył się widzieć wzajemne ich proporcje. Pewno przyjemniej zobaczyć dobry cyrk niż zły teatr, ale jest jednak dystans między dobrym teatrem a dobrym cyrkiem, między Romulusem Wielkim a królami trapezu. Agatha Christie pisze świetne powieści kryminalne, lecz pewno by się dziwiła, gdyby ją kto postawił na równi z Hemingwayem czy Greenem - zresztą autorem doskonałych thrillerów.
1'rzekonanie, że tylko jeden rodzaj pisarstwa (np. ponura powieść autoana-lii.yczna) pozwala zdobyć literackie ostrogi, wydaje mi się równie mylne, jak z drugiej strony porównywanie sztuki do baru samoobsługowego. Zgadzam się z Kisielem, kiedy mówi: „Są pisarze o tak bogatym wnętrzu, że udostępnienie go przechodniom starczy za wszelkie twórcze trudy. Ale, na miły Bóg, nie wszyscy." Istotnie - zamiast pisać lichą powieść inirospekcyjną lepiej napisać (jeśli kto potrafi) średnią powieść awanturniczą, na którą jest w dodatku większe zapotrzebowanie. Ale nie zgadzam nic z Kisielem, kiedy generalnie sprowadza pisarza i artystę do roli producenta konsumpcji rozrywkowej. Ani też wówczas, kiedy stawia na pierw-»zvm planie kryterium popularności i „woli mas". Wiadomo, jak dwuznaczne są tego rodzaju kryteria. Wiek XIX zostawił nam wiele znanych przykładów na względność popularności. Nie sądzę, /cby jakościowa odrębność dzisiejszej kultury masowej unieważniała te przykłady. Syrokomli płacono po pół rubla od wiersza i spod ręki, co napisał, wyrywano, a Norwidowi rzucano do kosza „Prometidiony i inne androny". Cezanne nie mógł się wcisnąć na „salony", kiedy różni panowie Bouguereau (to nazwisko jest dzisiaj synonimem złego malarstwa) zbierali żniwo złotych medali i całą swoją produkcję sprzedawali na pniu. Norwidowi pomagali przyjaciele, później przytulił go Dom Św. Kazimierza, Cezanne odziedziczył niezły spadek, ale gdyby obaj mieli polegać na wydawnictwach i zakupach, kierowanych pod kątem masowej rozrywki, to by pewno umarli z głodu. | | |